Mamy kryzys, nic nowego ktos powie, bo ja niby ciagle narzekam. Poklocilam sie nawet z mezem o dziecko. oczywiscie , bo moj syn ostatnio strasznie dziwnie sie zachowuje, tylko by przy cycku siedzial, wierci sie i wierci, wyczytalam w madrych ksiazkach, ze to kryzys 6 tygodni. No to ile jeszcze tych kryzysow bedzie? Slucham dobrych rad ludzi, juz sama nie wiem co robic. Intuicja mnie zawiodla. Matczyny instynkt?? Moj jakis slaby w takim badz razie jest. Nie wiem, co robic czasem, czuje sie bezsilna. Czuje sie tez winna gdy zasiadam z herbata i ksiazka na kanapie, gdy dom jest w totalnym balaganie. Ale musze miec chwilke dla siebie, bo poprostu zwariuje. Wiem, ze nie ja jedna mam takie problemy i powinnam dziekowac Bogu, za moje dziecko, za to ze jest zdrowe, etc. Ale co ze mna?? nie chce chodzic caly czas z bolem glowy, zaspana, w pizamie do popoludnia, a gdy dziecko zasnie letac po domu z jezykiem na brodzie sprzatajac i ogarniajac wszystko. Przydalby mi sie dzien wolnego , tylko dla mnie…